sobota — Marzec 14, 2009
Czytanie czyli ogldanie.
Od trzech dni oglądam album Philipa Lorci – diCorcia składający się z tysiąca polaroidów. Jestem w stanie obejrzeć sto stron bo po większej ilości boli mnie ręka.
Od trzech dni oglądam album Philipa Lorci – diCorcia składający się z tysiąca polaroidów. Jestem w stanie obejrzeć sto stron bo po większej ilości boli mnie ręka.
Od rana jestem zmęczony. Śnią mi się jakieś głupoty, a nigdy mi się nic nie śniło.
Anemona dziewczyna mojego kumpla po fachu napisała mi dzisiaj, że się jej śniłem. W tym śnie mieszkałem w wielkim pięknym pałacu. Zapraszałem do niego masę gości, a później po nich sprzątałem.
Wczoraj przebiegł mi przez drogę czarny kot, ale w białej skarpetce. Czekałem cały dzień na nieszczęście. O 24 00 zaczął bić zegar i na ostanie dwunaste uderzenie (nie kłamię mam na to świadków) usłyszałem jakiś hałas. Zapaliłem światło w kuchni. Okazało się że szklanka z Duralexu, który nigdy się nie tłucze pękła sama z siebie w drobny mak. Podobno tak czasami się dzieje od jakiś napięć.
Dobrze, że ten kot nie był do końca czarny.
PS
Do drugiej w nocy zastanawiałem się co by było gdyby takie napięcie się zdarzyło jakbym pił sok. Rano Kaśka powiedziała, że takie rzeczy zdarzają się na tyle rzadko, że nie ma się co nad nimi zastanawiać.
Przy kolacji zastanawialiśmy się kto jak do nas mówił jak byliśmy mali. Moja chrzestna mówiła na mnie Tiniuś. Jak pytałem dlaczego tak mnie nazywa to mówiła, że wyglądam tak jak Tiniuś. Mój wujek mówił przez chwilę do mnie Piszpunta bo oglądałem w czeskiej telewizji bajki i czekałem zawsze na tą o Marsjaninie Piszpuncie. Moja mama mówiła na mnie Filip i synek. Z trzy razy powiedziała do mnie Filipciu, ale nie za dobrze reagowałem na to zdrobnienie. Jak byłem już w miarę dorosły i chodziłem do pracy w OPT to przez pewien czas mówili na mnie Filipescu bo jak grałem na komputerze w Małysza to zawsze byłem skoczkiem z Rumunii o takim nazwisku.
Zwykle byłem w czołówce.
Z okazji Dnia Kobiet zrobiłem mojej siostrze zdjęcie. Bardzo się sprzeciwiała i powiedziała żebym spadał.
Mojej mamie zrobiłem zdjęcie jak gotowała i mówiła, że zawsze robię zdjęcia a nigdy nie można ich zobaczyć. Więc bez sensu je robię.
Zrobiłem też zdjęcie Kaśce, która nic nie powiedziała.
To był ostatni Dzień Kobiet, w którym robiłem prezenty.
Zawsze to powtarzam, że bez sensu jest pisać o snach. Ludzie przywiązują do nich dużą wagę, albo można nawet powiedzieć, że za dużą. Jednak dzisiaj śniło mi się coś tak dziwnego, że złamię się.
Urodził mi się syn, ale za wcześnie. Był tak mały, że nie mógł nawet objąć mnie za szyję. Drugiego dnia nauczył się już mówić. Pierwsze słowo jakie wydobył z siebie to migotać.
Na przełęczy Okraj mgła. Nic nie widać oprócz mgły. Tata Kaśki pyta czy boję się jeździć z Kaśką. Odpowiedziałem, że w samochodzie jestem spokojny, tylko jak ona prowadzi.
Wydaje mi się, że nie czuję strachu dlatego, że jak zginiemy w wypadku to obydwoje.
Piję Cofolę i patrzę na górę, którą znam od kilku już lat.
Dobrze jest czasami pokochać coś czego nie da się objąć.
Dzisiaj dowiedziałem się, że Judasz pękł. Dziwne to wszystko, bo zawsze mi się wydawało, że się powiesił.