piątek — Czerwiec 26, 2009
Koniec muzyki.
O drugiej w nocy Lewy wysłał mi na czacie informację “Koniec muzyki Michael Jackson nie żyje!”. O szóstej rano dostałem smsa od Baśki, że Jackson umarł. Chwilę później Solar napisał mejla, że Jackson nie żyje. Nie wiedziałem co mam z tym zrobić więc zadzwoniłem do Kaśki do szpitala i powiedziałem jej, że Michael Jackson nie żyje. Powiedziała, że już wie i że szpital to nie jest jakiś koniec świata i docierają wiadomości. Potem spytała czy od Lewego dowiedziałem się o tym? Powiedziałem, że tak.
Osoby najbliższe zawsze dowiadują się o rzeczach najgorszych na samym początku.
Czerwiec 26, 2009 o 11:12
taka jest specyfika i koszt bliskości
Czerwiec 26, 2009 o 11:17
błogosławieństwo i przekleństwo
Czerwiec 26, 2009 o 18:12
Dlaczego najgorszych? Ok, człowiek nie żyje, to bez wyjątku tragiczne wydarzenie, ale jeśli chodzi o świat muzyki, to już od blisko 20 lat MJ niczego do niej nie wnosił. Muzycznie ten koniec nastąpił jeszcze w tamtym stuleciu.
Czerwiec 26, 2009 o 18:58
Wiesz dla mnie miło jest żyć ze świadomością, że ktoś taki jest. Nie musi nic robić. Żyjemy w takim przeświadczeniu, że żey być kimś trzeba coś robić. Otóż nie wydaje mi się, żeby robienie było najważniejsze.
Czerwiec 26, 2009 o 23:08
Często jednak o tym co najgorsze dowiadujemy się jako ostatni.
Nie ma zasady. Bliskość teraz się oddala.
Przykro, że Jackson odszedł.
Dziwne też, że tak cicho.
Z pewnością wszyscy spodziewaliby się czegoś bardziej spektakularnego.
Umarł w samotności.
Jak każdy.