Archiwum na miesiąc Lipiec 2009

środa — Lipiec 22, 2009

Telefony.

Wieczorem zadzwoniłem do Wojtka. Odebrał i powiedział: “nyd eze touk kąpie” i odłożył słuchawkę. Zrozumiłem, że nie może gadać bo kąpie. Chwilę później zadzwonił do mnie jednak nie mogłem odebrać i kiedy do niego oddzwaniałem powiedziałem: “Sorry, ale nie mogłem odebrać bo kąpałem”. Powiedział, że się domyślał.
Kiedy nie ma się jeszcze roku to wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich.
I nie oznacza to, że jest się bardziej przewidywalnym.

PS
Kiedy nie ma się jeszcze roku to wszystkie piosenki służą do tego samego. I po cycku są najbardziej potrzebną rzeczą. Pewnie kiedyś uda się rozszyfrować o co w nich chodzi i np. za pomącą siódmej symfonii będzie można otwierać podwozia w rakietach, albo odpalać klimatyzację na Marsie.

wtorek — Lipiec 21, 2009

Głód.

Kiedy Filip jest głodny je swoje palce. Ostatnio zmienił jednak upodobanie i je swoje nadgarstki. Swoją drogą to ciekawe jak nazywa się człowiek, który zjada sam siebie.
Ludożerca?

poniedziałek — Lipiec 20, 2009

Dzieci statystyki.

To dziwne, ale moi znajomi twierdzą, że dzieci bardzo rzadko mają szyję.

p1050331

niedziela — Lipiec 19, 2009

Praca w niedzielę.

Niby coś tam się robi, ale specjalnych efektów nie widać.
Pierwszy raz rozmawiałem z Filipem przez telefon. Czułem, że ma mi coś ważnego do powiedzenia.
W przeciwieństwie do mnie.

sobota — Lipiec 18, 2009

Bajka.

Po wielu przemyśleniach postanowiłem zacząć pisać bajkę. Zacznie się tak: ” Pilot musi wiedzieć najlepiej na świecie gdzie jest góra, a gdzie dół. Nawet wtedy kiedy stoi na głowie.”

piątek — Lipiec 17, 2009

Czarne wiadomości cz. 2 i czuję, że nie ostatnia.

Dostałem smsa od Karola z informacją, że dzisiaj umarł prof. Kołakowski. Czas dorośleć pomyślałem i popatrzyłem na Filipa inaczej niż zwykle, a on popatrzył na mnie.

Inaczej niż zwykle.

filipreka

fot. Mama Filipa.

czwartek — Lipiec 16, 2009

Kilka spraw na raz.

Jak się okazuje gitara jest doskonałym wynalazkiem do usypiania dzieci. Najlepiej działa “Something in the way” Nirvany, oczywiście grane do momentu pojawienia się gitary elektrycznej. Niestety bardzo często trzeba piłować tę piosenkę w kółko przez pół godziny.

W Tabernie Benedyktynek kupiłem babci Filipa książkę kucharską autorstwa Hildegardy von Bingen. Średniowiecznej mistyczyki, która eksperymentowała z ziołami i po nich często kontaktował się z Bogiem. Nie wiem czy to dobry pomysł szczególnie jak zobaczyłem przepis na zupę z malwy z kozieradką. Jakoś mam przeczucie, że kalafior jest jedynym kwiatem jaki mi smakuje.

Jutro zaczynam Nordic Walking. Przez tydzień pochodzę sam, a później będę zabierał Filipa.

Jaki wniosek z tych trzech opowieści? Jeżeli grasz na gitarze w kółko jedną piosenkę i zaczynasz jeść przydrożne kwiatki oznacza to, że już niedługo ze swoim synem zaczniesz uprawiać Nordic Walking.

Wniosek może nie jest szałowy, ale jest.

środa — Lipiec 15, 2009

Snow.

13 lipca czyli dwa dni temu zmarł z powodu przedawkowania narkotyków fotograf Dash Snow. Kiedy dostałem od Solara smsa z tą wiadomością przypomniało mi się jedno jego zdjęcie.
Obiecałem sobie, że nigdy nie będę żartował z piekła.

dash_snow_hell1

fot. Dash Snow

środa — Lipiec 15, 2009

Ile można zrobić kiedy dziecko śpi przez 2 godziny.

Można zrobić zakupy posprzątać kotłownię, przyjąć gości,którym robi się herbatę rozmawia i pokazuje malucha. Wysłać dziesięć mejli, zacząć robić obiad (tu nacisk kładę na słowo zacząć), jednak można skończyć jeść śniadanie. Można też w tym czasie naprawić internet, wypoziomować szafę, uratować drzewo przed deszczem, zamienić kilka słów z panem Jankiem, który mówi, że nie widać postępów w robocie od kilku dni.
Wszystko to można zrobić jak pracuje nad tym pięć osób naraz.

poniedziałek — Lipiec 13, 2009

Drewno i karate.

Kiedy wykonuję nudną robotę taką jak zwożenie i układanie drewna na zimę to wyobrażam sobie, że jestem adeptem klasztoru Shaolin i to moje pierwsze wtajemniczenie. Praca w ogrodzie, nauka cierpliwości, obserwacja przyrody wszystko przyda się w następnych krokach prowadzących do doskonałości. Nagle nie wiadomo skąd w Japonii pojawia się pan Janek i mówi po polsku: Nie poleci ci to drzewo?
Nie – odpowiadam pewnie.
Dwie minuty później cała moja pięciogodzinna praca przewraca się.
Wniosek: albo pan Janek jest japońskim mistrzem Zen, albo mówiąc po Polsku wykrakał.