Archiwum na miesiąc Luty 2010

sobota — Luty 27, 2010

Zabawki w rękach dzieci.

Filip był wieczorem tak marudny, że postanowiłem użyć ostatniej deski ratunku i dałem mu do zabawy telefon. Na chwilę zamknąłem oczy i 15 sekund później w słuchawce usłyszałem głos strażaka.

sobota — Luty 27, 2010

Nagroda.

Wygraliśmy nagrodę gazety wyborczej. Przyniosłem do domu bukiet kwiatów obudziłem niechcący wszystkich. Usiadłem na łóżku i płakałem.

Zupełnie bez sensu.

środa — Luty 24, 2010

Zaciąganie się powietrzem.

Filip nauczył się dzisiaj zaciągać powietrzem tak mocno, że później po tym kaszle. Bardzo go śmieszy ta czynność. Mnie mniej bo może to oznacza, że już niedługo zacznie palić papierosy.

wtorek — Luty 23, 2010

Padlinożercy.

W związku z tym, że ostatnio zajmuję się stomatologią i opowiadam różnym ludziom o moich zębach to również i różni ludzie opowiadają mi o swoich przemyśleniach i doświadczeniach związanych z zębami.
Najbardziej zszokowała mnie informacja, że kły które posiadamy świadczą o tym, że dawno, dawno temu byliśmy padlinożercami.
Od tego momentu zupełnie inaczej patrzę na leżące na poboczach, rozjechane koty.

poniedziałek — Luty 22, 2010

Ząb mądrości na wolności.

Pani dentystka usuwała mi zęba 13 sekund. Wiem bo patrzyłem na wskazówki zegarka od momentu, kiedy zobaczyłem kombinerki. Po operacji zapytała czy ząb jest mi potrzebny bo ona chętnie by go sobie zachowała.
Pomyślałem sobie, że w sumie też bym chciał mieć ząb Hedrixa więc zapytałem:
-A po co on Pani?
-Chciałbym pokazać studentom.
Rozczarowany powiedziałem, że dla nauki poświęcę nawet ósemkę.

niedziela — Luty 21, 2010

Ból brzucha.

Dzień przed wyrwaniem, pierwszego w moim życiu zęba upłynął na stresowym bólu żołądka. Szczękę można sobie zrobić sztuczną, a nerwy się nie odnawiają.
Wniosek:
Chodzenie do dentysty jest ewidentnie bez sensu.
I jeszcze trzeba za to płacić.

sobota — Luty 20, 2010

Przyjemna sobota.

O 5 00 rano zadzwonił budzik zmuszający mnie do podrzucenia węgla do pieca. Wstałem podrzuciłem i położyłem się. Jednak nie zdążyłem zasnąć bo z potężnym płaczem obudził się Filip. Przestraszyła go jego własna kupa. Przy przebieraniu nasikał na moje łóżko i kiedy już był ubrany zadzwonił telefon. Była 06 13. Pamiętam to doskonale ponieważ spojrzałem z niedowierzaniem na zegarek. Była to mama Kaśki informująca, że dwa dni temu dotarła do miejsca do którego miała dotrzeć i zapomniała nas poinformować, że dotarła. Filip w tym samym momencie zrobił drugą kupę i kiedy go przebierałem obsikał drugi raz łóżko oraz zapasową pieluchę i swoje ubranie. Kiedy został przebrany postanowiłem, że napiję się herbaty i chyba już nie będę się kładł.
Zresztą było to niemożliwe bo Filip zaczął płakać ze zmęczenia, a ponieważ był bardzo skonany to nie mógł zasnąć.
Herbatę wypiłem zimną.

PS

O 7 00 zauważyłem, że dostałem o 06 05 smsa od Gerarda, żebym przelał mu pieniądze.

piątek — Luty 19, 2010

By było…

Z dachu kościoła poleciała lawina. Zdążyłem się schować, ale idąca z naprzeciwka babcia nie.

Ludziom starszym wiele rzeczy obojętnieje, albo są tak z nimi pogodzeni, że ich nie wzruszają.

PS

Babci pomogłem wstać, bo śnieg ja tylko zaczepił, podnisłem jej torbę. Ona się przeżegnała i poszła dalej.

Niektóre babcie są tak ze wszystkim pogodzone, że nie mówią nawet dziękuje. Chociaż wiadomo, że nie było za co.

czwartek — Luty 18, 2010

Odwilż.

Nie można chodzić po chodnikach bo spadają sople. Niektóre są cięższe od mojego syna Filipa.
Cały dzień wszędzie jeździły karetki, a lekarze częściej niż zwykle wypisywali akty zgonu.
Wszyscy czekali na lato, a tak przyjemnie mogło by być jakby jeszcze była zima.

Przyjemnie by było bo by się nic nie zmieniało.

środa — Luty 17, 2010

Wzrok.

Nie zauważyłem stacji Lotos, a byłem 10 metrów od niej. Chyba oprócz dentysty powinienem zacząć chodzić do okulisty.

Jak się jedna rzecz posypie człowiekowi to później już leci.
Jak tu walczyć ze starością?