sobota — Luty 20, 2010
Przyjemna sobota.
O 5 00 rano zadzwonił budzik zmuszający mnie do podrzucenia węgla do pieca. Wstałem podrzuciłem i położyłem się. Jednak nie zdążyłem zasnąć bo z potężnym płaczem obudził się Filip. Przestraszyła go jego własna kupa. Przy przebieraniu nasikał na moje łóżko i kiedy już był ubrany zadzwonił telefon. Była 06 13. Pamiętam to doskonale ponieważ spojrzałem z niedowierzaniem na zegarek. Była to mama Kaśki informująca, że dwa dni temu dotarła do miejsca do którego miała dotrzeć i zapomniała nas poinformować, że dotarła. Filip w tym samym momencie zrobił drugą kupę i kiedy go przebierałem obsikał drugi raz łóżko oraz zapasową pieluchę i swoje ubranie. Kiedy został przebrany postanowiłem, że napiję się herbaty i chyba już nie będę się kładł.
Zresztą było to niemożliwe bo Filip zaczął płakać ze zmęczenia, a ponieważ był bardzo skonany to nie mógł zasnąć.
Herbatę wypiłem zimną.
PS
O 7 00 zauważyłem, że dostałem o 06 05 smsa od Gerarda, żebym przelał mu pieniądze.
Luty 21, 2010 o 02:18
Kto rano wstaje ten kupę dostaje
Popatrz na to z tej strony, że dobra kupa nie jest zła. Gdyby jej nie było, byłby większy problem i więcej nerwów. A tak to dzięki juniorowi mogłeś przy okazji zobaczyć wschód słońca i trochę się przy tym pogimnastykować. We wszystkim można znaleźć coś dobrego.