Archiwum na miesiąc Kwiecień 2010

wtorek — Kwiecień 20, 2010

Potyczki z prawem.

Na porannym spacerze postanowiłem razem z Filipem przejść przez ulicę w niedozwolonym miejscu. Nagle nie wiadomo skąd pojawił się zmotoryzowany patrol policyjny. Funkcjonariusz odkręcił szybę samochodu i powiedział:

- Którędy to się przechodzi. Nu, nu, nu, nu – i pogroził w naszym kierunku palcem.

Filip popatrzył na niego i powiedział:

-Pa, pa, pa, pa – i pomachał w jego kierunku ręką.

poniedziałek — Kwiecień 19, 2010

Goniec. Szachy cz.2

To jedyna figura szachowa, której nie mogłem zauważyć, albo myliły mi się kratki na szachownicy jak próbowałem się nią posługiwać. Dziadek najczęściej szachował mnie gońcem. Co doprowadzało mnie do białej gorączki. Przy każdej takiej sytuacji babcia krzyczała na dziadka, żeby nie był taki zawzięty i dał mi wygrać, a ja krzyczałem na babcię, że wcale nie chcę żeby mi dawał wygrywać.

Szachy tak jak boks zbliżają ludzi.

PS

Dzisiaj dostałem rozpiskę zespołów, które grają w UK tego samego wieczoru co my. Dla odważnych prezentuję link do zespołu, który gra przed nami http://www.myspace.com/cthonicrites

Życzę szatańskiej zabawy.

niedziela — Kwiecień 18, 2010

Szachy cz. 1

Wczoraj podczas stypy w domu dziadków udało mi się wyłudzić szachy, w które grałem z dziadkiem. Nigdy nie udało mi się wygrać. Raz zremisowałem.

Królowa cały czas wygląda tak samo.

krolowa

sobota — Kwiecień 17, 2010

Opisy przyrody.

Dzisiaj pogrzeb mojej babci. Ksiądz mówi, że żałoba narodowa. W Warszawie zatrzymali ruch uliczny. Kiedy wychodziłem z kościoła, wyły syreny.
Ksiądz mówi, że Obama przyjechał, a ja czuję, że mam dużo więcej wspólnego z pyłem z wulkanu Eyjafjallajokull, który przelatywał nad cmentarzem dokładnie wtedy kiedy składaliśmy na grobie kwiaty.
Patrzyłem wtedy na trumnę i pomyślałem, że człowiek musi naprawdę sporo dorosnąć, żeby móc stać się częścią przyrody.

Spokojnych snów babciu.

sobota — Kwiecień 17, 2010

Powrót z Radomia.

Po kilku dniach nieobecności w domu nawet woda pod prysznicem wydaje się bardziej znajoma.

piątek — Kwiecień 16, 2010

Pogrzeb.

Wczoraj umarła moja babcia. Z każdą śmiercią czuję się bardziej dorosły i bardziej tym przerażony.

środa — Kwiecień 14, 2010

Radom.

W teatrze w Radomiu. Wojcieszek na nas nie krzyczy. Lewemu zjadło kartę w bankomacie. Powiedziałem Pani, że jak jej nie odzyskamy to się popłaczę. Uśmiechneła się tylko.
W obliczu kryzysu warto jest się uśmiechać.

poniedziałek — Kwiecień 12, 2010

Wizyta u fotografa.

Filip po raz pierwszy, jak to często się w jego życiu zdarza, zrobił sobie u prawdziwego fotografa, w prawdziwym zakładzie fotograficznym, zdjęcie legitymacyjne. Uśmiecha się na nim bardzo szczerze.

Znając życie wydaje mi się, że to będzie jego ostatnie tak naturalne zdjęcie legitymacyjne.

niedziela — Kwiecień 11, 2010

Nic już nie wiem.

Bodo pisze o drugiej w nocy sms-a do mnie, że czas ucieka. Moi rodzice zapraszają na obiad i serwują go przy jadącej w telewizorze trumnie.
Wieczorem odbieram mejla, że jeden z największych festiwali w UK zaprasza nasz zespół do przyjazdu.

Przepraszam przylotu.

czwartek — Kwiecień 8, 2010

Pierwszy mecz.

Filip po raz pierwszy oglądał mecz na żywo. Jedna drużyna składała się z mojego sąsiada Grześka i jego syna, a druga z trzech dziewczyn i dwóch młodych jegomościów.

Po raz kolejny okazało się, że ilość znaczy jakość.