poniedziałek — Sierpień 30, 2010

Żeby dzieciom z Afryki nie było przykro.

Rano Filip je kaszę z bananem i jabłkiem. Zjada pół talerza, tata żeby się nic nie zmarnowało dojada.Chwilę później Filip zauważa ogórka w zalewie octowej. Je gryza tata resztę. Ciastko z czekoladą jeden gryz, tata reszta, znaleziona pod fotelem gruszka z wczoraj gryz, tata wiadomo co (swoja drogą tu sprawdza się przysłowie, że warto jest zrobić wczoraj co miało się zrobić dzisiaj). Jeden groszek, tata pół puszki, obiad syna obiad ojca, rumianek syna herbata ojca itd do kolacji.
Przed snem kasza z bananem znowu pół talerza dla taty.

Kiedy mama je pyszne kanapeczki z łososiem tata wychodzi z kuchni na chwilę.

Na chwilę to znaczy do śniadania.

2 komentarzy do “Żeby dzieciom z Afryki nie było przykro.”

  1. zu

    to może by te resztki wysłać do Afryki?

  2. Paula

    Och, je, jak znajomo, choć reminiscencje przywołane z tej drugiej strony…. ze strony córki – wtedy niejadka – kto zje żyłki wydlubane z mięsa? – Tato, resztki nietkniętych ziemniaczków – Tato, podpiepieczoną cybulkę z kotletem – Tato, Tato, Tato… Uwielbiałam to wtedy. Ratował mój dobry humor. Tak bylo w latach 70-tych. A ja głupia myślałam, ze instytucja ‘Dziadka Ohydziaka’ funkcjonowała tylko u nas w rodzinie… Podziwiam, popieram?, choć nie wiem, czy Twój żołądek wytrzyma…

Zostaw swój komentarz