Archiwum na miesiąc Luty 2011

niedziela — Luty 27, 2011

Hipery.

W weekend, po zmierzchu największy tłok w hipermarkecie Tesco jest na stoisku z kocim jedzeniem.

Może o czymś nie wiem. Zlot czarownic?

sobota — Luty 26, 2011

Wymuszenie.

Filip powiedział do dziadka:
- Sernik prosić. Prosić. Prosić sernik.
Pierwszy raz widziałem jak dziadek mimo zamkniętych sklepów wstał z kanapy wyprowadził samochód i pojechał szukać produktów na ciasto.

Jak dobrze, że biedronka jest tak blisko i funkcjonuje tak długo.

piątek — Luty 25, 2011

Złość.

Przez cały dzień byłem zły na siebie, a w związku z tym na cały świat. Nie pomagało nawet czytanie książek o uspokajaniu.

Wniosek książki o uspokajaniu docierają do czytelnika kiedy ten jest całkowicie spokojny.

czwartek — Luty 24, 2011

Wiza.

Wczoraj w Krakowie było minus 600 stopni. Stałem pod drewnianym dachem naprzeciwko ciepłej ambasady USA. Kiedy już pozwolili mi wejść okazało się, że nie mogę z komórką. Musiałem ją zostawić w knajpie obok, w której inni już zostawili swoje komórki. Przy okienku okazało się, że bank podbił mi nie tą pieczątkę,którą trzeba chociaż nie było wiadomo jaką trzeba. Biegałem i szukałem oddziału BGŻ. Trampki mi przemokły. Lewy z Michałem przez 40 minut oglądali zapętloną reklamę oceanarium z Florydy. Na sam koniec okazało się, że nie dostaniemy wizy.

PS

Dzisiaj kiedy wróciliśmy do Wrocławia okazało się, że jednak dostaniemy.

poniedziałek — Luty 21, 2011

Ważne rozmowy.

- Nie wiem co mam napisać. Czasami myślę, że to może być spowodowane tym, że miałem za dużo bodźców i wszystkie zlewają się w jedną przestrzeń, której nie umiem opisać. Może też być tak, że po po prostu nic ciekawego nie zauważyłem, ale to wydaje mi się mniej prawdopodobne bo jednak jakieś 16 godzin żyłem i coś musiało się wydarzyć.

- Zjedz sernik bo się zmarnuje.

niedziela — Luty 20, 2011

Książki.

W Empiku szukałem książki na półce psychologia motywacyjna. Filip cały czas uciekał bo chciał jeździć ruchomymi schodami. Książki szukałem 10 sekund i minutę go goniłem i tak w kółko. W końcu się zdenerwowałem i powiedziałem, że ma stać w miejscu i jak się ruszy to nigdy nie przejedzie się już takimi schodami i do końca życia będę go nosił na rękach po nudnych nieruchomych schodach. On na to tupnął nogą i powiedział kurde.
Pani, która stała przy tym samym regale popatrzyła na nas spod okularów i odłożyła książkę o psychologii wychowywania dzieci. Ja znalazłem książkę motywacyjną.

sobota — Luty 19, 2011

Księżniczka na ziarnku grochu.

Od czasu kiedy Filip zaczął aktywnie uczestniczyć w życiu domu udało mu się podrzucić na miejsce, w którym śpię: drewnianą łyżkę do robienia naleśników, zapałkę, formułę jeden, straż pożarną, nieugotowany makaron i tygrysa.

Chyba nie płynie we mnie błękitna krew bo wszystkie te przedmioty znajdowałem po przebudzeniu.

piątek — Luty 18, 2011

Zima.

W zimie najbardziej przeszkadza mi, że nie da się w sposób komfortowy chodzić w trampkach. Przypomina mi się też historia, że pewien polski piłkarz zakupiony do jednego z czołowych greckich zespołów na pierwszy trening przyszedł w klapkach.

Wstręt do korków dla piłkarza to dużo gorszy dyskomfort od mojego zimowego widzi misie.

czwartek — Luty 17, 2011

Zegarmistrz.

Zegarmistrze to dziwna subkultura ludzi. Mają zawsze wszystko na miejscu, chodzą w wyprasowanych jasnych koszulach i wszyscy mają super zegarki. Wszyscy też wyglądają jakby byli zadowoleni ze swojej pracy bo nigdy się do niej nie spóźniają.

środa — Luty 16, 2011

Wyobraźnia.

U Filipa od kilku dni zaczęła działać wyobraźnia. Patrząc na żółtą reklamówkę, która wypadała ze śmietnika i latała po podwórku powiedział:
- Kurka, kura dziub, dziub, dziub.

Kura w centrum miasta to jest wyobraźnia.